mieszkania warszawa Czapki Wkłady kominowe Porcelana bluzy
Dobre witryny Nagrzewnice, Klimatyzacja
Jakież to proste! Rzeczywiscie, czegóż ja się niepokoję! - pomyslała. - Co mnie to obchodzi? Niech go zabije. Niech go zabije!” - powtórzyła prawie na głos i z zacięta radoscia. Morawiec szybko zasnał. Z poczatku zły miał sen: rzucał się goraczkowo, szeptał jakies niedokończone słowa, głowę miał rozpalona, usta szeroko rozchylone ciężko wciagały powietrze. Ale powoli jego chrapliwy i przyspieszony oddech stawał się coraz spokojniejszy, wreszcie przeszedł w równy, odpoczynek dajacy rytm. Jednak ksiadz Siecheń ciagle jeszcze nie mógł zdecydować się na odejscie. Wprawdzie bardzo już przemarzł, miał dreszcze i zmęczenie czuł coraz większe, ale ilekroć podnosił się i czynił krok w kierunku wyjscia, wydawało mu się, że Morawiec budzi się. Wracał więc i choć zaraz przekonywał się o swojej omyłce, z powrotem jakby sobie nie dowierzał, siadał na ziemi. I jedynie pojawiajaca się od czasu do czasu mysl o Michasiu odrywała go od spiacego. Czuł przecież w sobie spokój, owa ciszę, o która tyle razy się modlił, lecz która znał tak mało, iż gdy zjawiła się, wydała mu się z poczatku czyms bardzo niepewnym, prawie ubogim. Znużenie nie pozwalało mu jednak mysleć. Ale nie oskarżył siebie, znalazł pewna przyjemnosć w stanie tego trzezwego odrętwienia. I w pewnej chwili wydało mu się, że to wewnętrzne milczenie, ta dziwna cisza serca wysuwa ze swojej głębi tajemnicze więzy i wszystko, cokolwiek na swiecie istnieje, oplatuje i łaczy tymi znakami. Gdy zamykał oczy, szum wiatru odpływał pod jego powiekami, a w palcach, dotykalna i bliska, rosła czysta cisza, wieża smukła i bezszelestna, ogrom pnacy się ku niebu nieruchomym obłokiem. Spokój. Gwałtowne szarpnięcie okiennicy poderwało Seweryna na nogi. Wytraconemu tak nagle z leniwego odrętwienia wydawało się w pierwszej chwili, że ktos pięscia dobija się do okna. Zawahał się, czy nie powinien wyjrzeć na dwór i sprawdzić. Ale gdy podszedł bliżej, nowy łoskot, który długim drżeniem przebiegł wzdłuż sciany, uswiadomił mu, że to tylko wiatr. Rzeczywiscie wichura wzmagała się. Wsród ciemnych nalotów, niby wsród ciagu ogromnych skrzydeł, szum drzew zataczał monotonne kręgi, coraz głębszymi wirami przenikajac w dygocaca otchłań. Z odległej częsci parku dobiegł krzyk puszczyka. „Noc woła!” - usmiechnał się Seweryn. Było kilka minut po wpół do dziesiatej. Zdecydowawszy, że jest już za pózno na kładzenie się, Seweryn nałożył marynarkę, przeczesał starannie przed lustrem włosy, poprawił krawat. „Nie, niczego nie znać na mojej twarzy” - upewnił się jeszcze raz. Ale ledwie to pomyslał, ogarniajac siebie jednoczesnie uważnym spojrzeniem, uderzył go we własnych oczach zimny blask, chłód, którego nie znał, a dokoła ust grymas, który zrobił na nim wrażenie obcego. Usmiechnał się odruchowo, jak gdyby chciał z siebie zetrzeć tę obcosć. Jednak grymas nie tylko nie zniknał, lecz jeszcze głębsza linia wessał się w rozchylone wargi, nadajac im wbrew pozorom niefrasobliwego przegięcia wyraz okrutnej pożadliwosci. Seweryn szybko się odwrócił. „Ciekawy jestem - pomyslał - czy to własnie to zauważył we mnie ten księżowy smarkacz? Cóż za głupstwa! A ręce? Prawda, to znowu ten pijaczyna cos wygadywał...” Podniósł wolnym ruchem swoje dłonie do swiatła: były smukłe, silne, choć delikatne. Któż to mówił mu ostatnio, że sa tak piękne? Od razu przypomniał sobie pewna młoda aktorkę, z nocnego lokalu na Montmartrze, mała Zizi, która nad ranem, pijana, gdy dansing pustoszał, przysiadła się do niego i jak pisklę, przytuliwszy mu się do ramienia swoimi ledwie rozwiniętymi piersiami, zaczęła całować go po rękach, i prosić, aby choć na jeden dzień zabrał ja z soba. Obiecywała, że nazajutrz sama pójdzie, nie będzie potrzebował jej wyrzucać. Chciała choć przez kilka godzin nie czuć samotnosci. Podobała mu się. Odmówił jednak szorstko i brutalnie, w sposób, w jaki możemy odpędzać tylko tych, o których wiemy, że im na nas zależy. Gdy odchodziła zupełnie już trzezwa, jej okragłe, duże ciemne oczy były pełne łez. Gryzła wargi, żeby nie rozpłakać się na głos. W kilka dni pózniej, nie wiedzac, co zrobić z wieczorem, zaszedł do tego samego lokalu i spytał o Zizi. Okazało się, że nie żyje. Własnie poprzedniego dnia umarła w szpitalu: otruła się weronalem. Jednoczesnie z tym wspomnieniem zadzwięczała Sewerynowi w uszach melodia, która tego drugiego wieczora grała kilka razy orkiestra. Była to piosenka z filmu „14 lipiec”, walc smutny i spokojny, często niesiony monotonnymi dzwiękami katarynek po waskich i krętych uliczkach, pod niebem pogodnym i zasnutym zwolnionymi dymami. Przyćmiono swiatła, niesmiała smuga reflektora rozpylała na parkiecie srebrzysta niebieskosć, pary stłoczone jedna przy drugiej kołysały się równo i łagodnie, jak gdyby zaklęte na krótka chwilę lunatycznym snem. Od strony baru dobiegał brzęk szklanek. Seweryn tańczył z jedna z miejscowych dziewczyn. Zarzuciwszy mu ramiona na szyję, nuciła półgłosem piosenkę. „Znałas mała Zizi?” - spytał. Oczywiscie znała. „Biedna!” - powiedziała z akcentem tkliwosci w głosie. Seweryn chciał się dowiedzieć, dlaczego popełniła samobójstwo. Wzruszyła tylko ramionami: „Czyż to można wiedzieć dlaczego? Tego nigdy się nie wie.” „Kochała się w kim?” - badał. „Nie, chyba nie - odpowiedziała. - To była porzadna dziewczyna, na pewno nie miała jeszcze kochanka. Mogłabym przysiac, że szukała ideału. A to niedobrze - zakończyła z żałobna powaga. - Tego można pragnać, ale nie trzeba szukać...” „Niczego się nie szuka - pomyslał Seweryn - wszystko się znajduje...” Podszedł do drzwi i chwilę nasłuchiwał: żaden odgłos nie macił w tej stronie ciszy. A więc! Wyjał z szafy ciepła kurtkę, włożył na siebie, wział czapkę, potem z biurka rewolwer i wsadził go do kieszeni. Nagle pomyslał: „Własciwie, dlaczego ja to wszystko robię? Po co?” I w tej chwili zdał sobie sprawę, że powody, które dotychczas wydawały mu się niezwykłej wagi, sa w rzeczywistosci sztuczne i nieprawdziwe. Nawrocki? Cóż mu z tej strony groziło? Co wskazywało, aby posterunkowy zamierzał opowiadać komukolwiek historię z Burakiem? Z cała pewnoscia wystarczyło mu, że sam wie. Zatem? Seweryn z nerwowym pospiechem zaczał zapinać kurtkę. Czuł, że ani chwili dłużej nie wytrzyma w pokoju. Miał wrażenie, jakby się dusił. Ale w ciagu paru sekund, których potrzebował, aby dojsć do drzwi, ogarnał go nagle tak straszliwy niepokój, iż uderzony nim zachwiał się i żeby nie upasć, musiał oprzeć się o stojace obok krzesło. W tym momencie stracił swiadomosć. Ocknał się nie pamiętajac zupełnie, co się z nim działo. Stał ciagle w tym samym miejscu, wsparty o krzesło, którego poręczy uczepił się kurczowym chwytem palców, i chociaż ostry kant drzewa bolesnie wpił mu się w ciało, bał się opuscić dłoń. Szum w głowie paraliżował w nim energię. Brakowało mu powietrza, przymknał więc oczy, starał się równo oddychać. Powoli przychodził do siebie. Był pewny, że od chwili, w której utracił przytomnosć, upłynęło bardzo wiele czasu. Ale gdy spojrzał na zegarek, przekonał się, że wszystko to nie trwało nawet całej minuty. „Po prostu zawrót głowy” - wytłumaczył sobie. Otrzasnał się, jakby wyszedł z zimnej kapieli. „No, dosyć tego!” - zdecydował. Zgasił swiatło i znalazłszy się na korytarzu zamknał za soba drzwi na klucz. Drogę znał dobrze, mógł swobodnie poruszać się po ciemku. Musiał zreszta przebyć tylko kilka kroków, aby znalezć się przy drzwiach wychodzacych na ogród. Klucz wisiał na scianie, miał jednak przy sobie drugi zapasowy. Noc otoczyła go ciemnoscia i chłodem. Wiatr szarpał mrokiem, kłęby zeschłych lisci jak rzęsisty deszcz szumiały. Chcac uniknać spotkania z nocnym stróżem, Seweryn zaraz z ganku skręcił w boczna aleję, aby okrażywszy dokoła park dotrzeć do małej furtki przez nikogo obecnie nie używanej, a wychodzacej na rozdroże u końca wsi. Podniósł kołnierz i ruszył szybkim krokiem. Z poczatku aleja biegła wzdłuż brzegów Zelwianki. Była to droga zawsze mroczna i wilgotna, wydana mimo gęstego i wysokiego zadrzewienia na najporywistsze wiatry od pól i łak. Teraz ciemnosć tu leżała nieprzenikniona, a długi rzad klonów, odartych z lisci i bitych sprzecznymi podmuchami, zdawał się coraz słabiej bronić przed tym naporem. Chwilami, jak tama przerwana, załamywał się i wtedy czarne potoki, spienione i gwałtowne, rozdzierały noc od ziemi do nieba. Chcac jak najprędzej przebyć ten odcinek, Seweryn zaczał biec. Wiatr uderzał go w piersi, bił po plecach, smagał twarz. „Już niedaleko!” - dodał sobie odwagi. Rzeczywiscie aleję zamykał wkrótce nagły spadek terenu porosłego niskimi, gęsto poplatanymi krzakami: poczatek mokradeł wybiegajacych już poza obręb parku. Trzeba było teraz skręcić na lewo, szło się waska scieżka, zle utrzymana, ginaca raz po raz wsród gaszczów. Ale za to bliskosć muru osłabiała siłę wiatru. Doszedłszy do furtki, Seweryn musiał chwilę porać się z zardzewiałym zamkiem. Rzadko otwierane drzwi niełatwo dawały się pokonać. Wreszcie po dłuższych zabiegach żelazna, ciężka płyta ustapiła. Szosa była pusta, chaty już ciemne. Cisza, nawet psy nie ujadały. Mimo to Seweryn zdawał sobie sprawę, że czeka go teraz najtrudniejszy odcinek drogi. Gdyby go ktokolwiek zauważył... Miał jednak wewnętrzna pewnosć, że tego uniknie. Był spokojny. Przyspieszył tylko kroku, bowiem zaledwie kwadrans dzielił go od dziesiatej. Gdy minał zamknięty szynk Litowki, a potem nieczynny młyn, poczuł, że żadne teraz przeszkody nie moga mu już przeszkodzić. Skręcajac między opłotki prowadzace do domu Nawrockiego, odbezpieczył rewolwer. Wiatr przycichł na chwilę. Wilgotny zapach łak uderzył w nozdrza. Gdzies w pobliżu zaskowyczał pies, ale zaraz umilkł. Już z daleka Seweryn zobaczył, że w pokoju Nawrockiego pali się swiatło Rzucił się naprzód i już wczepił się dłońmi w ramiona Seweryna, gdy nisko, pomiędzy z soba zwartymi ciałami rozległ się płaski, bezdzwięczny stuk wystrzału. Nawrocki drgnał, cień bólu przemknał mu po twarzy. Ale nie puszczał, silniej jeszcze zacisnał palce, wyprężył się, nogami mocno wparł się w podłogę, jakby całym soba chciał przygniesć przeciwnika. Obaj byli równego wzrostu i Seweryn czuł na ustach goracy, przyspieszony oddech tamtego, widział dokładnie jego bliska twarz. „Jaki on piękny!” - pomyslał. Patrzac w rozszerzone oczy Nawrockiego, strzelił po raz drugi. I jeszcze raz. Stał nie ruszajac się, ciagle z palcem na cynglu. Był przygotowany, że to jeszcze nie koniec. Ale zaraz po trzecim strzale Nawrocki przechylił się na bok ruchem miękkim i ociężałym, ręce opadły mu, jeszcze usiłował wyciagnać je przed siebie, lecz chwytały już tylko powietrze. Była cisza. Niedomknięte drzwi sionki żałosnie dygotały na wietrze. Seweryn uważnie przygladał się Nawrockiemu. Jeszcze stał, szeroko rozstawiwszy nogi. Jednak w sposób widoczny słabnał. W koszuli rozchylonej na piersiach, w obcisłych spodniach i lsniacych butach, smukły i opalony, wygladał teraz z głowa opadajaca do tyłu jak linoskoczek, który straciwszy nagle na wysokosciach równowagę, daremnie chce utrzymać w posłuszeństwie słabnace mięsnie. Czas płynał bardzo wolno. Wtem Nawrocki wyprostował się i spojrzenie jego cierpieniem przymglonych oczu spoczęło na Sewerynie. Gejżanowskiemu serce mocniej zabiło. Ale nie odwrócił głowy. Przezwyciężył pierwszy odruch strachu. Cóż mogło mu grozić ze strony tego człowieka? Koniec. Przyjał więc to spojrzenie, patrzył z ciekawoscia, której nie chciał ukryć. „Co on teraz czuje? - myslał. - Czy wie, że umiera, że to ostatnie jego chwile, czy boi się?” Zapragnał takiej siły, aby mógł wedrzeć się w tego człowieka, przeniknać go, zjednoczyć się z nim na chwilę, dojsć razem aż po ów kres, który tylko tamten musiałby przekroczyć. I w tym momencie zdał sobie sprawę: cóż znaczy zabić człowieka, gdy nie może się poznać mysli umierajacego? Pozostawał sam fakt, gwałtowne przecięcie czyjegos życia, zniszczenie jakichs planów, pragnień, a z tym wszystkim uczucie poniżajacego niedosytu. „Być może on teraz wie o mnie więcej, niż ja o nim...” - pomyslał. Ale Nawrocki daleki był od tego. Nie widział już Gejżanowskiego. Zdawał sobie sprawę, że tamten stoi blisko. „Gdybym wyciagnał rękę - pomyslał - dotknałbym go.” Cierpiał jednak tak straszliwie, iż oczy nie przyjmowały już obrazów dokoła, obojętna i obca, leżała bezkształtna miazga. Sam czuł się od tych szczatków oderwany, był jak gdyby poza wszystkim - samotny. Miał jednak zupełnie jasna swiadomosć swego końca. Ale jednoczesnie wydawało mu się, że to nie on umiera, lecz ktos inny. Był spokojny. I dopiero gdy ból, który rwał mu wnętrznosci, wżarł się głębiej, uczuł strach. Zacisnał tylko wargi, żeby zdławić jęk. Pogarda, jaka zawsze miał dla cierpienia fizycznego, odżyła w nim teraz, każac w bólu, który ciagle jeszcze nie osiagał ostatecznego dna, poszukać pomocy. Chciał do ostatecznego odruchu przytomnosci wiedzieć, że cierpi i cierpienie przezwycięża. Nagle piekacy skurcz targnał całym jego ciałem. Oszołomiony, objał brzuch dłońmi, przyklęknał, ale już tylko półswiadomie zdawał sobie sprawę z tego, co się dzieje. Upadł. Seweryn odetchnał. Schował rewolwer i spojrzał na zegarek: było pięć po dziesiatej. Zdziwił się, że tak krótko to wszystko trwało, miał bowiem wrażenie, że znajdował się w tym pokoju już od bardzo dawna. Nawrocki nie ruszał się. Leżał na wznak i czy podłoga była krzywa, czy też swiatło w ten sposób na niego padało, robił wrażenie, jakby głowę miał umieszczona o wiele niżej od nóg. Dzięki temu wydawał się niezwykle długi. Ale gdy Seweryn nachylił się, ciało odzyskało normalna miarę. Chcac upewnić się, przyłożył ucho do serca: nie biło. A więc po wszystkim. Zdawał sobie sprawę, że powinien natychmiast stad odejsć. Dopiero teraz zorientował się, na jak nieobliczalne puscił się ryzyko. Anna mogła przecież nadejsć każdej chwili. Mimo to nie ruszał się. Cos, czego nie umiał nazwać, ale co było silniejsze od rozsadku, nie pozwalało mu oderwać oczu od zmarłego. Twarz Nawrockiego, w ciagu ostatnich chwil zmieniona przez ból, teraz odzyskiwała swój dawny, młodzieńczy wyglad. Spokój nasycał ciemne rzęsy i lekko rozchylone usta złudzeniem snu, nad harmonijnym przegięciem szyi i naturalnym ułożeniem ramion zdawał się czuwać odpoczynek. Ale już cokolwiek dalej krwawe plamy lepiace koszulę na piersiach i na brzuchu rozpraszały to wrażenie. Seweryn odsunał się i podniósł dłonie do swiatła. Były czyste. Ale więcej nie pochylił się nad leżacym. Ogarnęło go zmęczenie. „Jutro o tej porze będę daleko - pomyslał. - Podejrzenia? Oczywiscie padna w pierwszym rzędzie na Annę...” To mu przypomniało, że musi stad szybko odejsć. swiatła nie zgasił, starannie tylko zamknał za soba drzwi. Był już na dworze, gdy od drogi dobiegł go bliski plusk błota. Ktos szedł. O powrocie nie mógł teraz mysleć. Cofnał się za róg chaty i czekał. Dostrzegłszy w głębi ciemnosci cieniutka i dygocaca nierówno na wietrze smugę swiatła, Anna zatrzymała się. „To u niego swieci się” - pomyslała. I wyobraziła sobie chwilę, w której, gdy będzie już po wszystkim, poprosi Nawrockiego, aby wpuscił do pokoju nieco swieżego powietrza. W razie gdyby poprzestał na uchyleniu okna, będzie musiała zawołać: „Ależ nie tak, szerzej, przecież tutaj udusić się można!” Wtedy Nawrocki otworzy okno na rozcież. A co dalej? Ostry dreszcz nia targnał. Przyspieszone pulsowanie serca zmusiło ja do wsparcia się o płot. Przymknęła oczy. W pierwszej chwili miała wrażenie, że usuwa się w przepasć. Silniej więc uczepiła się chropowatej żerdzi. Stała bez ruchu, jakby w odrętwieniu swego ciała szukała ratunku. Wiatr krętymi podmuchami wił się pomiędzy opłotkami. Pomimo ciemnosci czuło się bliska obecnosć nieba: niewidzialne chmury zdawały się płynać tuż ponad głowa. To ich ciężar musiał przygniatać szeleszczace dokoła drzewa. Niespodziewanie zaległa cisza. Anna wyprostowała się: „Wrócę” - postanowiła. I już uczyniła kilka kroków w kierunku powrotnym, gdy zdała sobie sprawę, że Litowka wyszedł na pewno z domu i znajduje się gdzies w pobliżu. W każdym razie na szosie musiałaby się na niego natknać. Innej zas drogi prócz tej, która przyszła, nie było. Zawróciła więc. Znowu zerwał się wiatr, ostro zacinał od otwartej przestrzeni nadzelwiańskich łak. Anna szła powoli wzdłuż płotu, starajac się wsród błotnistej drogi wybierać co suchsze miejsca. Miała wprawdzie przy sobie latarkę, pamiętała jednak o życzeniu Litowki, aby usiłowała się przedostać do Nawrockiego nie zauważona. „Byle tylko skończyć z tym wszystkim - myslała - wrócić do domu, położyć się, zasnać...” W tej chwili nie miało dla niej żadnego znaczenia, co stanie się jutro. Nie sięgała mysla poza dzisiejsza noc. Ale nie było w tym nic nowego. Jakże dobrze i z jak wielu nocy znała ów stan nerwowego napięcia, który, jak gdyby pogodzony z jej zewnętrznym odrętwieniem, zaciesniał czas do najbliższych godzin, na wszystkie dalsze rzucajac ciężki i gęsty cień. Nieraz w takich chwilach wydawało się jej, że u tej bliskiej, choć niejasno rysujacej się granicy - umrze. Nie bała się wtedy smierci. Myslała o niej jak o odpoczynku. I wszystko, co wówczas czyniła, robiło na niej wrażenie powolnego zbliżania się do długiego snu. Wzrastała w niej jednoczesnie swiadomosć własnej odrębnosci. Każdy swój ruch, każda mysl odczuwała jak należace do istoty jedynej i niepowtarzalnej. Często w takich wypadkach przypominał się jej sen, który przeżyła przed wielu latami w okolicznosciach dosć niezwykłych. Miała wtedy czternascie najwyżej lat, stało się to bowiem w niecałe dwa lata po smierci matki. Niedaleko domu Podhaliczów, przy końcu waskiej i starymi ruderami zabudowanej uliczki, w dolinie, u której dalekiego kresu sina smuga znaczyły się lasy, leżał rozległy staw. Gdy nastawały ciepłe dni, wszystkie dzieci z miasteczka zbiegały się tam do kapieli. Pomimo zakazu opiekunów Annie udawało się czasami wymknać z domu. Cóż to była za radosć znalezć się wsród wolnej przestrzeni, pod niebem pełnym słońca, na wietrze, który wynurzajace się z wody ciało natychmiast osuszał. Anna nie umiała pływać. Chcieli ja wprawdzie uczyć znajomi chłopcy, zawsze jednak, gdy przyszło do przekroczenia płytkiego pasma w pobliżu brzegu, brakło jej odwagi. Nie umiała przezwyciężyć strachu, jaki w równym stopniu co zachwyt, ogarniał ja wobec tej spokojnej i rozległej przestrzeni. Ale raz, w pewien upalny dzień lata, zdarzyło się, że zapomniawszy na chwilę o ostrożnosci posunęła się cokolwiek dalej w głab i gdy nagle straciła grunt pod nogami, było już za pózno, aby mogła zawrócić. Wtedy to własnie, w ciagu kilku minut, zanim rybacy wyciagnęli ja z wody nieprzytomna, przysnił się jej ów dziwny sen. Ujrzała siebie w długiej, białej szacie u stóp ogromnych, wysoko ku górze spiętrzonych schodów. Purpurowa materia okrywała stopnie, a dokoła równymi rzędami, niby promienie słoneczne zastygłe w locie, biegły smukłe i strzeliste złote kolumny. Nie zdajac sobie sprawy, gdzie się znajduje, instynktem raczej kierujac się niż okreslonym celem, zaczęła powoli wspinać się po schodach. Wtedy kolumny, jakby nagle ożyły - zafalowały spiewnie i podobne swiatłu, które gra pełnia południowego blasku na dojrzałych drzewach, poczęły płynać ku górze. Uczuła się wtedy, jak nigdy jeszcze dotad, lekka i radosna. Nagle zdała sobie sprawę, że z chwila, gdy znajdzie się na szczycie schodów, będzie musiała z nadmiaru szczęscia umrzeć
Nagrzewnice, Klimatyzacja
Strona główna » Motoryzacja » Akcesoria


Strony: 1, 2, 3, 4,



Wpisy:

Xeramic, motor life, militec a ceramizer?

Ceramizery to preparaty do regeneracji i zabezpieczania (powierzchni tarcia metali) m.in. silników, skrzy¶ biegów oraz układów wspomagania kierownicy. Częste pytania: Jak się preparat ma do xeramic , militec , motorlife ?

     szczegóły strony

Akcesoria samochodowe - motoryzacyjne

Internetowa giełda Samochodowa - Dział Auto Czę¶ci. Oferty: czę¶ci samochodowe, czę¶ci zamienne - do samochodów osobowych, ciężarowych oraz motocykli. Ogłoszenia Motoryzacyjne Firm sprzedaj±cych auto czę¶ci z całej Polski. Kilkaset tydzięcy ofert sprzedaż

     szczegóły strony

Auto kosmetyki, akcesoria motoryzacyjne

ARD - Hurtownia motoryzacyjna i sklepy detaliczne, woj pomorskie. Profesjonalna chemia samochodowa - kosmetyki, czę¶ci, akcesoria motoryzacyjne, narzędzia, lakiery samochodowe, farby samochodowe, oleje, benzyna ekstrakcyjne. DuPont, Troton, 3M, Farecla, H

     szczegóły strony

Osłony przeciwsłoneczne

KUDA Truck Parts - filia firmy niemieckiej. Producent dodatkowego wyposażenia do samochodów ciężarowych z laminatu poliestrowego. Spoilery, kabiny sypialne, podwyższane dachy, osłony przeciwsłoneczne, sygnały pneumatyczne, osłony międzyosiowe, kołpaki.

     szczegóły strony

FROGUM - Wyroby Gumowe: dywaniki, chlapacze, fartuchy, błotochrony do samoc

FroGum :: Wyroby Gumowe :: dywaniki, chlapacze, fartuchy, błotochrony do samochodów osobowych, dostawczych, ciężarowych i naczep

     szczegóły strony

Diagnostyka samochodowa

Oferta firmy zawiera wszelkiego rodzaju interfejsy / testery diagnostyczne, testery systemu ABS oraz magnetyzery do niemalże każdego modelu samochodu. Zapraszamy do zapoznania się z ofert± w naszym sklepie internetowym.

     szczegóły strony

Internetowy Sklep Motoryzacyjny 4Kółka.pl

Zapraszamy na www.4kolka.pl , firma 4Kółka.pl w swoim sklepie internetowym oferuje: Instalacje do disla na olej ro¶linny , Alufelgi, szeroki wybór,kilku producentów min O-Z , Systemy nawigacji GPS (Tomtom, Mio, Naviexpert) , Klocki i tarcze hamulcowe EBC

     szczegóły strony

Prostowniki

Zaciski i prostowniki. Je¶li planujesz zakupić prostownik lub zaciski to zapraszamy na stronę.

     szczegóły strony

Alufelgi-Felgi aluminiowe

Alufelgi, opony, felgi aluminiowe, super wzory do Twojego auta.W naszym sklepie internetowym znajdziesz szerok± gamę felg aluminiowych i opon do Twojego samochodu. Oferujemy felgi aluminiowe we wszystkich dostępnych rozmiarach do samochodów osobowych.Posi

     szczegóły strony

Klaksony do samochodów

Fer-Belma specjalizuje się w produkcji sygnałów dĽwiękowych do pojazdów mechanicznych dla odbiorców niemieckich, polskich i krajów trzecich.Drug± główn± gałęzi± produkcji firmy FER-BELMA s± elementy o¶wietlenia samochodowego, a s± to mianowicie: kierunkow

     szczegóły strony